Dogubayazit żegna nas deszczem. Araratu nawet nie widać. Tak może trochę mniej szkoda. Samolot z Van do Istambułu mamy o 12-ej.
Dobrze, że nie jest tak jak w piosence: to już jest koniec, nie ma już nic. Wręcz przeciwnie. Coś się kończy, coś się zaczyna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz