wtorek, 27 września 2011

To już jest koniec.

Dogubayazit żegna nas deszczem. Araratu nawet nie widać. Tak może trochę mniej szkoda. Samolot z Van do Istambułu mamy o 12-ej.
Dobrze, że nie jest tak jak w piosence: to już jest koniec, nie ma już nic. Wręcz przeciwnie. Coś się kończy, coś się zaczyna.

poniedziałek, 26 września 2011

Jutro kończy się nasza podroż Orient Express'em.

Nasz "Orient Express" dotarł do Kurdystanu. Jutro zakończy swoją podroż tam, gdzie ją pierwotnie kończył, czyli w Istambule. Nie udało nam się zrealizować założonego planu. Pogoda i pewne niesprzyjające okoliczności sprawiły, że chyba jeszcze raz będziemy musieli tu przyjechać. To co niezdobyte pociąga najbardziej ;)
Naprawdę dużo zobaczyliśmy i dużo się dowiedzieliśmy o tym rejonie świata. To wspaniale doświadczenie. Więcej też pewnie wiemy o sobie. Myślę również, że w imieniu Nas wszystkich tutaj mogę podziękować Naszym Najbliższym, że pozwalają nam realizować naszą pasję.

Po powrocie na pewno pojawią się tu zdjęcia w większej ilości i w lepszej jakości. Mam nadzieję, że będzie również troszkę więcej informacji o wyjeździe.

Pozdrowienia dla wszystkich!

Coś się złego dzieje z przesyłaniem wiadomości.

Nie wiedzieć czemu, żadna dzisiejsza wiadomość nie dotarła na bloga. Szybkie uzupełnienie (zdjęcia będą później):
10:28 Granica z Iranem
Oglądamy 2-gi co do wielkości na świecie krater po meteorycie, tuż przy granicy z Iranem. 60 metrów głębokości i 35 metrów średnicy. Posterunki wojskowe co kilkaset metrów, ale tylko raz nas skontrolowali. Po drodze minęliśmy 25-cio kilometrowy korek tirów do przejścia granicznego (podobno stoją w nim po 10 dni). Dobrze, że lewy pas był pusty.


11:03 Znaleźliśmy Arkę Noego



13:50 SPA - było coś dla ducha, a teraz coś dla ciała



Zdjęcie jest tendencyjne. Faktycznie są tu gorące, siarkowe źródła. Temperatura wody ma ponad 45 stopni i tylko Adam z Klaudiuszem zdecydowali się skorzystać z kąpieli. My to miejsce nazwaliśmy Efes ;) Miejsce faktycznie niezwykle, szkoda tylko, że zupełnie zaniedbane i brudne (łagodnie mówiąc).
16:35 Ihakpasa Sarayi
Na koniec dnia wisienka na torcie - pałac Ishak Pash'y. Sceneria fantastyczna, szkoda, że zepsuta współczesnymi wstawkami.


17:28 Kolacja na ulicy
Dokładnie na chodniku. Mielone mięsko i kurczaczki z grilla  od ulicznego sprzedawcy. Świetnie przyprawione, z pomidorem, cebulką i ostrą papryczką. Znalazł się nawet stolik i krzesełka. Był klimat.

niedziela, 25 września 2011

Podziękowania za/dla wakacje inaczej.

Zapomnialem o specjalnych podziękowaniach. Od calej naszej ekipy dla Karoliny - DZIĘKUJEMY.

Szybko, za szybko.

Juz w hotelu. Zeszlismy na dol po 15-ej. Byla nawet chwila, ze szczyt naszej gory na moment pojawil sie wsrod chmur. To byl jednak tylko czas na ostatnie zdjecia. Mam nadzieje, ze dobre. Pozniej juz tylko szara sciana deszczu i przez mgnienie tecza. Ladne pozegnanie. Dzuma zaprosil nas do siebie do domu na kolacje. To tez bylo mile. Nie bede pisal jak sie czujemy. Przez cala droge to byl nasz prawie jedyny temat rozmowy. Chyba w tych warunkach zaden inny wariant nie wchodzil w gre. Latwa gora, trudna gora - one maja swoje prawa. Najwazniejsze, ze mielismy wspaniala grupe i korzystajac z okazji chcialbym Wam goroco podziekowac.

Nikt sie nie chce pogodzic!

Zwijamy namity. Sa momenty, ze cos sie przeciera, ale cisnienie leci w dol. Szczyt zawalony chmurami. Dzis schodzimy do Dogubayazit. Jeszcze jakies pomysly sa, ale co zrobimy to sie okaze na dole.

Warunki pogodowe gora.

Decyzja zapadla. Wracamy. Warunki sa zle i nie widac, ze cos ma sie zmienic. Co gorsza, konie w tych warunkach jutro juz nie podejda. Nie bardz mamy mozliwosc manewru. Przykro, bo nie tak mialo byc. Choc wrazen moc, no i wracamy cali :)

Czekamy.

Moze pogoda sie zmieni i wyjdziemy nad ranem, zeby wrocic na noc tutaj. Rozsadna decyzja przewodnika, zna ta gore najlepiej. Drzemiemy i czekamy na sygnal.

Wstalismy, ale decyzji nie ma.

Noc nie byla zbyt dobra. W namiocie +4. Teraz mgla i peda snieg. Pijemy czaj.

Do spania!

Pakujemy sie do namiotow. Wiatr wieje, a w zasadzie pizdzi. Snieg na cale szczescie juz tylko proszy. Cieplo nie jest. Podobno po 12-ej ma sie rozpogodzic, jezeli nie przyjdzie am tu kiblowac jeszcze jeden dzien. Dobrze, ze adnego namiotu nie porwalo. Janusz nakrecil niezly filmik. Jeden z portersow chyba bedzie spal w naszym namiocie. Dobranoc wszystkim.

sobota, 24 września 2011

Kolacja.

Burza doszla do nas. Sypie ostro i od czsu do czasu blysnie i zagrzmi. Kotlujemy sie w kuchni, kaszka sie gotuje wiec jest cieplo. Na zewnatrz raczej blizej zera i zrobilo sie zupelnie bialo.

Przymiarka rakow.

Jedna burz przeszla od zachodu, druga idzie ood wschodu. Grzmi pieknie. Za to nad obozem swieci sloneczko, choc przed chwila padal snieg. Namity rozstawione. Bedziemy wychodzic kolo pierwszej w nocy, o ile pogoda pozwoli.

Camp II

Dotarlismy, uf. Czuc wysokosc. Generalnie samopoczucie jest dobre. Klaus mowi, ze go tylko ramie nap... ale reszta ok. Cukier Artka tez super.

4000

Trojca - Rysiek, Janusz, Piotrek (raczej nie swieta). Slonka nie widac, pojawily sie pierwsze platy sniegu. Konie wlasnie wracaja z 2 obozu. Nam zostalo jeszcze okolo 200 metrow

3580

Wyszlismy o 10-ej. Powolutku do gory, rownym tempem. Pierwsze 5 minut dla wyrownania oddechu.

Pakowanko, zwijanko.

Szczytu nie widac.

To nie byla latwa noc.

Padalo z przerwami caly czas. Kilkaset metrow wyzej przyproszylo wszystko sniegiem. Sloneczko sie przebija, ale wkolo szaro i buro. Wazne, ze nie pada i temperatura wysoka, cale 10 stopni. Przymierzamy sie do sniadanka, woda juz bulgocze, jest dobrze. Chodza pogloski, ze w naszym namiocie ktos chrapal - ja nie, prawie wcale nie spalem ;)

piątek, 23 września 2011

Jest dobrze!

Mamy gdzie spac. Pozyczylismy trojke z sasiedniej bazy. Szczegoly z dzisiejszego popoludnia w nowej ksiazce Ryska.

Mamy problem, nie mamy namiotow!

Nikt nie wie jak to sie stalo, ale mamy za malo namiotow. Na cale szczescie humor dopisuje i mamy nadzieje, ze jakos wybrniemy z tej sytuacji.

Camp I

O 15;10 dotarlismy komplecie. Raczej lajtoowo. Robilsmy sobie krotkie przerwy co 200 m. Wysokosc na moim GPS 3320. Szczyt jak widac w chmurach. Temp. 13 stopni.

5 minut przerwy.

2820 m n.p.m. Jestesmy w polowie drogi do obozu. Temperatura troszke spadla - 20 stopni, lekki wiaterek.

Start!

Zaczelo sie. 2165 m n.p.m. Idziemy do Obozu I na wysokosci 3340.

Dojezdzacie? Dojezdzamy.

Po drodze, w malej kurdyjskiej wiosce nasz przewodnik uzupelnil zapasy wody i jedzenia. Jest cieplo, ale bardzo sucho i temperatura nie jest uciazliwa. A gora rosnie i rosnie.

Maly poslizg.

Pobudke zrobil nam gwar na sasiadujacym z hotelem ttargu. Omlecik, slodkie ciacho, turecka kawa czaj na sniadanko w malej restauracyjce. Z malym opoznieniem pakujemy sprzet na dach i w droge. Oprocz naszego lokalnego przewodnika Dzumy idzie z nami jeszcze kurdyjka Julia. Teraz mamy problem, zeby wyyjechac z miasta, a przed nami 15 km jazdy.

czwartek, 22 września 2011

Rozpusta

Kolacja byla taka, ze nie mam sily pisac. Toczymy sie do hotelu, a jeszcze trzeba sie przepakowac. Rano o 9 jedziemy w gory. A knajpke naprawde polecamyy!

Dotarlismy do hotelu

Miszmaszu. To taki wlasnie swiat. Kobiety zakwefione, w chustach lub w dzinsach. I mezczyzni przy malych stolikach na ulicy popijajacy herbate. Nowe toyoty stare renowki i krowy. Uliczni sprzedawcy wszystkiego i luksusowe sklepy.

Jest. Ararat przed nam.

Artur myslal, ze bedzie wyzsza ;) Nie wiem jak widac na zdjeciu, ale robi wrazenie. Kilka minut temu zatrzymalismy sie na przeleczy, ktora miala 2644 m n.p.m.

Wodospad Muradiye

Dodatkowa atrakcja w postaci piwa. Prawie jak Zywiec, a moze odwrotnie. Jest cieplo (28 C) wiec smakowalo wybornie.

Mix Kebab

Zatrzymalismy sie na male "conieco". Ostro, ale smacznie. Pyszne podplomyki. Przed nami 3 godziny busem do Dogubayazit. Po drodze zatrzymamy sie kolo jakiegos wodospadu.

20 minut do Van

Jak w temacie :) Nie do konca. Wlasnie wyladowalismy.

Sabiha

Przejechalismy przez cale miasto blyskawicznie. Most nad Bosforem i w nocy robi wrazenie. Odprawa dopiero o 8-ej wiec jak widac mamy troche czasu na sen.

Istambul

Troszke bylo turbulencji. Na cale szczescie delikatne. Teraz czeka nas transfer na lotnisko krajowe, a to drugi koniec miasta. Nie pospimy tej nocy, nie pospimy.

środa, 21 września 2011

Frankfurt Airport

Miekkie ladowanie. Dluzej jezdzilismy po lotnisku niz lecielismy.

Nasza grupa to: Karolina, Adam, Artur, Darek, Janusz, Klaudiusz, Piotrek, Rysiek.

Lecimy

Po odprawie

Wreszcie cala ekipa. Juz po odprawie bagazu. Lecimy o 18:55.

piątek, 16 września 2011

Mount Ararat or Agri Weather Forecast (5165m)

Mount Ararat or Agri Weather Forecast (5165m)

6-cio dniowa prognoza pogody dla szczytu.
Sprawdzony serwis. W bazie pod Aconcaguą wywieszano wydruki z ich strony.