niedziela, 25 września 2011

Szybko, za szybko.

Juz w hotelu. Zeszlismy na dol po 15-ej. Byla nawet chwila, ze szczyt naszej gory na moment pojawil sie wsrod chmur. To byl jednak tylko czas na ostatnie zdjecia. Mam nadzieje, ze dobre. Pozniej juz tylko szara sciana deszczu i przez mgnienie tecza. Ladne pozegnanie. Dzuma zaprosil nas do siebie do domu na kolacje. To tez bylo mile. Nie bede pisal jak sie czujemy. Przez cala droge to byl nasz prawie jedyny temat rozmowy. Chyba w tych warunkach zaden inny wariant nie wchodzil w gre. Latwa gora, trudna gora - one maja swoje prawa. Najwazniejsze, ze mielismy wspaniala grupe i korzystajac z okazji chcialbym Wam goroco podziekowac.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz